Szybki dostęp

 

Rekrutacja 2019/2020

 

Jedno z 16 województw Polski, jakim jest województwo małopolskie, było zdecydowanie jednogłośnym wyborem, co do miejsca, do którego chcieliśmy się wybrać w ostatniej klasie gimnazjum. 17 września o godz. 6:45 wraz z opiekunami: p. Ewą Tabaką, p. Joanną Chotyniec i p. Andrzejem Lewandowskim wygodnie rozsiedliśmy się w autokarze p. Zbyszka i ruszyliśmy na południe kraju. Podróż nie obyła się oczywiście bez prezentacji naszych talentów wokalnych i postojów „szlakiem McDonaldsa”.

Od samego początku pogoda nam dopisywała, a tuż po dziesięciogodzinnej podróży mogliśmy delektować się smakiem gorącego obiadu w jednej z restauracji w Wieliczce. Po krótkim odpoczynku w planach mieliśmy zwiedzanie Kopalni Soli. Jedni z nas byli tam po raz pierwszy, inni któryś raz z kolei, ale nie przeszkodziło to nikomu w napawaniu się wyjątkowością tego miejsca. Późną nocą, podczas której  nie uniknęliśmy  przygód, w końcu otrzymaliśmy klucze do naszych pokojów.

Drugiego dnia, w towarzystwie przewodnika p. Henryka, zwiedziliśmy Wzgórze Wawelskie, w tym katedrę i dziedziniec zamkowy. Niektórzy z nas mieli nawet okazję dotknąć Dzwonu Zygmunta, co, według licznych legend, zapewnia odnalezienie prawdziwej i szczerej miłości.

Popołudnie rozpoczęliśmy od zwiedzania Starego Miasta, które okazało się fascynującym doświadczeniem. Nikt z nas nigdy nie słyszał tylu języków i nie przebywał w jednym miejscu z ludźmi tak wielu różnych narodowości. Idąc wzdłuż krakowskiego rynku, można było poczuć się jak w gorącej Hiszpanii lub dalekiej Azji. Niestety wieczorem musieliśmy jechać dalej, zostawić za sobą Kraków i zakwaterować się w pensjonacie „Borowy” w Białym Dunajcu.

Następnego ranka, tuż po śniadaniu, czekała nas piesza wycieczka do Doliny Kościeliskiej. Ze względu na malowniczość otoczenia i zapierającą dech w piersiach panoramę nie zdziwiły nas liczne grupy turystów przewijających się przez tę część Tatr. Początkowa wizja męczących 12 km okazała się niesamowitą przygodą. Mieliśmy okazję nie tylko ugasić pragnienie w górskim potoku, ale również poznać granice swojej wytrzymałości i przezwyciężyć strach poprzez wspinaczkę po stromych szlakach i niemal pionowych ścianach, aby dotrzeć do położonych tam jaskiń: Mylnej i Raptawickiej, czyli na wysokość 1146m.n.p.m.

Czwartego dnia nie wszyscy byliśmy świadomi tego, co nas czeka. Jednak bardzo szybko okazało się, że poprzedni dzień był tylko rozgrzewką. Na szczęście determinacja, która była naszym wiernym towarzyszem, pomogła nam przejść o własnych siłach 9 km pod górę i z powrotem. Będąc u celu, czyli w Dolinie Rybiego Potoku, na wysokości 1395m.n.p.m. zgodnie stwierdziliśmy, że było warto. Widok Morskiego Oka wywołał na naszych twarzach natychmiastowy uśmiech i przypomniał jeden z tych obrazków, które tak wiele razy widywaliśmy na pocztówkach. Oczywiście nie obeszło się bez  dodatkowej próby dla wszystkich chętnych, którzy czuli się na siłach, aby sprostać kolejnemu wyzwaniu. Mowa rzecz jasna o 5-kilometrowym  spacerze wokół Morskiego Oka i wdrapaniu się nad Czarny Staw, znad którego podziwialiśmy szczyty górskie: Mnich i Rysy, od których dzieliło nas jedynie około 3 godzin marszu. Tego wieczora, po całym dniu wzmożonego wysiłku, chętni mogli zanurzyć się w gorących wodach termalnych, temperatura których dochodziła nawet do 39°C.

21 września, czyli ostatniego dnia wycieczki, wróciliśmy do Krakowa, gdzie w promieniach palącego słońca spacerowaliśmy po Kazimierzu i Dzielnicy Żydowskiej. Tego dnia nie mieliśmy już zbyt wiele wolnego czasu, jedynie na kilka chwil spędzonych w towarzystwie Adama Mickiewicza oraz ciepły posiłek przed podróżą.

Jesteśmy pewni, że tę wycieczkę zapamiętamy na długo. Był to czas świetnej zabawy, odkrywania siebie i mierzenia się ze swoimi słabościami. Okazało się, że choć chodzimy do jednej szkoły, a nawet klasy, tak naprawdę mało się znamy. Dlatego właśnie ten wyjazd był wyjątkowy. Nie dość, że poznaliśmy naszych nauczycieli z innej strony, to dodatkowo nawiązaliśmy wiele nowych znajomości i jeszcze bardziej się zżyliśmy.

Hanna Tyc

 

W piątkowy słoneczny poranek 7 września klasa II c i IIae wyruszyły do Gierłoży. Tam przywitał nas pan Wojciech Kozioł, który zaprowadził nas do sali kinowej, gdzie mogliśmy podziwiać makietę Wilczego Szańca zrobioną przez panią Małgorzatę Fiedorowicz i pana Jarosława Gresika oraz uczniów naszej szkoły i eksponaty - broń z okresu II wojny światowej. Następnie obejrzeliśmy film dokumentalny, który opowiadał historię powstania kompleksu wszystkich bunkrów i jego funkcjonowanie w latach wojny oraz opis nieudanego zamachu na Hitlera przez Clausa von Stauffenberga pod kryptonimem "Walkiria". Potem "przejęła nas" pani Irena Dziadoń, która   poprowadziła nas między bunkrami opowiadając, czym są lasy państwowe i jak wygląda praca leśnika. Następnie zostaliśmy zaprowadzeni na wystawę o powstaniu warszawskim. Weszliśmy do bunkra zaaranżowanego na powstańczą barykadę. Tam pan opowiadał nam o ekspozycji, m.in. o "czołgu pułapce" zdobytym przez powstańców trzynastego dnia walk o stolicę.

Ostatnią atrakcją były warsztaty rzeźbiarskie prowadzone przez pana Wołodię z Białorusi, który pokazywał nam co można zrobić w drewnie jedynie przy pomocy dwóch narzędzi, a wyrzeźbionego przez siebie bociana przekazał klasie II c. Mieliśmy także okazję zobaczyć plener rzeźbiarski, na którym artyści wykonywali figury powstańców z drewna. Ostatnim i chyba najbardziej wyczekiwanym przez nas punktem było ognisko z kiełbaskami, które zostało przygotowane przez Nadleśnictwo Srokowo. Wycieczka była świetną okazją do integracji naszych klas, najważniejsze, że miło spędziliśmy czas w swoim towarzystwie.

Bardzo dziękujemy Nadleśnictwu Srokowo za możliwość wzięcia udziału w takim przedsięwzięciu, szczególne podziękowania należą się panu Wojciechowi Kozioł i pani Irenie Dziadoń, którzy towarzyszyli nam przez cały czas naszego pobytu w Wilczym Szańcu. Dziękujemy także naszym opiekunom, Pani Elżbiecie Niedźwieckiej-Dżus, Pani Annie Wachnik i Pani Małgorzacie Fiedorowicz, że mogliśmy wziąć udział w takiej wycieczce.

Dnia 7 września 2018 licealiści z klasy  I BE pod opieką wychowawcy Pana Sylwestra Gaciocha i Pana Roberta Puczela wybrali się na wycieczkę integracyjną do Olsztyna. Pierwszą atrakcją był Park Trampolin 7 Jump Street, w którym po krótkiej rozgrzewce pod okiem instruktora uczyliśmy się różnych akrobacji - zarówno trudnych, jak i tych łatwiejszych. Spędziliśmy tam godzinę, skacząc, śmiejąc się i świetnie się bawiąc. Kolejnym punktem naszego wyjazdu był Escape Room iEscape na olsztyńskim Starym Mieście. Klasa podzieliła się na kilkuosobowe grupy. Każda z nich  miała za zadanie wydostać się z tematycznie przygotowanego pokoju, rozwiązując różne (często skomplikowane) zagadki. Wymagało to od nas dużego skupienia i współpracy. Nie wszystkim udało się wydostać w wyznaczonym czasie z pomieszczeń, jednak nie popsuło nam to humorów, a  z pewnością pomogło w poznaniu siebie oraz integracji. Ostatnim, ale bardzo wyczekiwanym punktem wycieczki był postój w McDonald’s w Mrągowie, gdzie mogliśmy porozmawiać i podzielić się wrażeniami,... a także zjeść po całym dniu wspaniałej zabawy.

Filip Wysokiński i Filip Grabowski

Jako uczniowie klasy II a wraz z nauczycielkami Panią Joanną Chotyniec i Panią Ewą Tabaką w dniach 4-7 września spędziliśmy wspólnie czas nad Morzem Bałtyckim. Wycieczka dość nietypowa – bez autokaru, w oparciu o komunikację miejską i co najważniejsze – będąca bezpośrednim przedłużeniem wakacji.

Pierwszego dnia zebraliśmy się o godzinie ósmej rano na dworcu kolejowym w Kętrzynie, by stamtąd wyruszyć pociągiem do Władysławowa. Podróż minęła szybko, sprawnie i bardzo przyjemnie (nawet piętrzące się stosy walizek pod nogami zdawały się nikomu nie przeszkadzać). Po przyjeździe poszliśmy prosto na obiad, po czym udaliśmy się do domków, by rozpakować się i chwilę odpocząć. Po południu ruszyliśmy na plażę, gdzie spędziliśmy leniwie kilka godzin, wyczerpani długą podróżą. Rozmawialiśmy, robiliśmy zdjęcia i spacerowaliśmy wzdłuż pięknego wybrzeża, podziwiając wzburzone morskie fale. Następnie powróciliśmy do naszej bazy, by nabrać sił na kolejne atrakcje.

Drugi dzień naszej wycieczki postanowiliśmy przeznaczyć na pobyt na plaży – zdecydowanie obowiązkowy punkt każdej nadmorskiej wycieczki, który połączyliśmy ze zwiedzaniem. Pół dnia wylegiwaliśmy się w ciepłych promieniach słońca, smagani dość mocnym wiatrem, grając zażarcie w karty, opalając się lub zaciekle rozwiązując krzyżówki. Następnie udaliśmy się do Muzeum Motyli, w którym podziwialiśmy wiele ciekawych gatunków owadów, po czym przeszliśmy do Muzeum Iluzji, z którego wyszliśmy ze sporą dawką wiedzy z zakresu optyki (uznajmy to za rekompensatę czterech lekcji fizyki straconych w tym tygodniu). Przechadzkę po mieście zakończyliśmy wejściem na wieżę widokową, z której rozciąga się widok na cały półwysep, a potem wróciliśmy do domków uzupełnić stracone pokłady energii na następny dzień.

W czwartek (po ciężkiej pobudce o szóstej rano) pojechaliśmy na Hel, gdzie zwiedziliśmy słynne fokarium. Uczestniczyliśmy tam w dwóch wykładach.  Dowiedzieliśmy się wielu ciekawostek o fokach, prowadzonym przez nie życiu i o samym Morzu Bałtyckim, co je kształtuje i jakie organizmy je zamieszkują. Ponadto obejrzeliśmy film o odpadach wyrzucanych do morza, mogliśmy zaobserwować, jakie są tego konsekwencje i które niebezpieczne substancje już się tam znajdują. Pomiędzy wykładami mieliśmy piętnastominutową przerwę, w czasie której oglądaliśmy karmienie fok zamieszkujących fokarium. Potem ruszyliśmy do Domu Morświna, czyli małego muzeum poświęconego niemalże całkowicie temu stworzeniu, którego obecność w Bałtyku wciąż dla wielu pozostaje legendą na miarę potwora z Loch Ness (z powodu skrajnie niskiej liczby osobników). Następnie zrobiliśmy sobie przerwę na obiad i już najedzeni poszliśmy do latarni na wieżę widokową, a stamtąd prosto na cypel, gdzie plażowaliśmy przez około półtorej godziny. Drogę powrotną na dworzec pokonaliśmy meleksem i wróciliśmy pociągiem do Władysławowa.

Czwartego dnia, będącego jednocześnie ostatnim, po intensywnym pakowaniu opuściliśmy ośrodek i wśród odgłosów kół walizek uderzających o chodnik ruszyliśmy w drogę powrotną do domu, wypoczęci i gotowi na wyzwania czekające na nas w tym roku szkolnym.

 

Pogoda dopisywała. Już od samego rana słońce radośnie wyglądało zza chmur i prażyło skórę. Zero wiatru, miasto dopiero zaczynało budzić się do życia. O ósmej cała klasa 1AE liceum spotkała się pod ratuszem. Większość niewyspana, połowa mało przytomna, jednak szczęśliwie udało nam się zapakować wszystkich do autokaru i zmusić do względnego posłuszeństwa. Porzuciwszy wszelkie nadzieje na ucieczkę, ruszyliśmy w stronę Pożarek. 

Gdy dojechaliśmy na miejsce, rozpakowaliśmy swoje plecaki, a ks. Rafał rozpalił ognisko. Nie zabrakło niczego: był badminton, piłka, która dziwnym trafem wpadła do ogniska, squap i kilka lotek, które również zakończyły swój żywot w ogniu. Pograliśmy w ziemniaka – gra była ostra, zacięta i myślę, że niektórym zostaną siniaki. Kilka osób może się też pożegnać z trójką z polskiego.
Szybko napełniliśmy brzuchy i wróciliśmy do gry.

Pod koniec pobytu w Pożarkach odwiedził nas niespodziewany, lecz przeuroczy mały gość – trzytygodniowy kotek, który szybko zdobył serca wszystkich obecnych. Przekazywana z rąk do rąk biała, puchata kulka okazała nam swoją bezgraniczną miłość mruczeniem, po czym zasnęła w ramionach właścicielki. 

Podsumowując rozważania, wycieczkę uważam za udaną. Szczególną radość sprawiło nam spotkanie z kociątkiem, ale ognisko też było niczego sobie. Do Kętrzyna wróciliśmy zmęczeni, przesiąknięci dymem i przybrudzeni popiołem, ale było warto. Serdecznie dziękujemy naszym opiekunom: pani Ani Wachnik i ks. Rafałowi Kocińskiemu.