Rekrutacja 2019/2020

 

Wycieczki

Jako uczniowie klasy II a wraz z nauczycielkami Panią Joanną Chotyniec i Panią Ewą Tabaką w dniach 4-7 września spędziliśmy wspólnie czas nad Morzem Bałtyckim. Wycieczka dość nietypowa – bez autokaru, w oparciu o komunikację miejską i co najważniejsze – będąca bezpośrednim przedłużeniem wakacji.

Pierwszego dnia zebraliśmy się o godzinie ósmej rano na dworcu kolejowym w Kętrzynie, by stamtąd wyruszyć pociągiem do Władysławowa. Podróż minęła szybko, sprawnie i bardzo przyjemnie (nawet piętrzące się stosy walizek pod nogami zdawały się nikomu nie przeszkadzać). Po przyjeździe poszliśmy prosto na obiad, po czym udaliśmy się do domków, by rozpakować się i chwilę odpocząć. Po południu ruszyliśmy na plażę, gdzie spędziliśmy leniwie kilka godzin, wyczerpani długą podróżą. Rozmawialiśmy, robiliśmy zdjęcia i spacerowaliśmy wzdłuż pięknego wybrzeża, podziwiając wzburzone morskie fale. Następnie powróciliśmy do naszej bazy, by nabrać sił na kolejne atrakcje.

Drugi dzień naszej wycieczki postanowiliśmy przeznaczyć na pobyt na plaży – zdecydowanie obowiązkowy punkt każdej nadmorskiej wycieczki, który połączyliśmy ze zwiedzaniem. Pół dnia wylegiwaliśmy się w ciepłych promieniach słońca, smagani dość mocnym wiatrem, grając zażarcie w karty, opalając się lub zaciekle rozwiązując krzyżówki. Następnie udaliśmy się do Muzeum Motyli, w którym podziwialiśmy wiele ciekawych gatunków owadów, po czym przeszliśmy do Muzeum Iluzji, z którego wyszliśmy ze sporą dawką wiedzy z zakresu optyki (uznajmy to za rekompensatę czterech lekcji fizyki straconych w tym tygodniu). Przechadzkę po mieście zakończyliśmy wejściem na wieżę widokową, z której rozciąga się widok na cały półwysep, a potem wróciliśmy do domków uzupełnić stracone pokłady energii na następny dzień.

W czwartek (po ciężkiej pobudce o szóstej rano) pojechaliśmy na Hel, gdzie zwiedziliśmy słynne fokarium. Uczestniczyliśmy tam w dwóch wykładach.  Dowiedzieliśmy się wielu ciekawostek o fokach, prowadzonym przez nie życiu i o samym Morzu Bałtyckim, co je kształtuje i jakie organizmy je zamieszkują. Ponadto obejrzeliśmy film o odpadach wyrzucanych do morza, mogliśmy zaobserwować, jakie są tego konsekwencje i które niebezpieczne substancje już się tam znajdują. Pomiędzy wykładami mieliśmy piętnastominutową przerwę, w czasie której oglądaliśmy karmienie fok zamieszkujących fokarium. Potem ruszyliśmy do Domu Morświna, czyli małego muzeum poświęconego niemalże całkowicie temu stworzeniu, którego obecność w Bałtyku wciąż dla wielu pozostaje legendą na miarę potwora z Loch Ness (z powodu skrajnie niskiej liczby osobników). Następnie zrobiliśmy sobie przerwę na obiad i już najedzeni poszliśmy do latarni na wieżę widokową, a stamtąd prosto na cypel, gdzie plażowaliśmy przez około półtorej godziny. Drogę powrotną na dworzec pokonaliśmy meleksem i wróciliśmy pociągiem do Władysławowa.

Czwartego dnia, będącego jednocześnie ostatnim, po intensywnym pakowaniu opuściliśmy ośrodek i wśród odgłosów kół walizek uderzających o chodnik ruszyliśmy w drogę powrotną do domu, wypoczęci i gotowi na wyzwania czekające na nas w tym roku szkolnym.

 

Pogoda dopisywała. Już od samego rana słońce radośnie wyglądało zza chmur i prażyło skórę. Zero wiatru, miasto dopiero zaczynało budzić się do życia. O ósmej cała klasa 1AE liceum spotkała się pod ratuszem. Większość niewyspana, połowa mało przytomna, jednak szczęśliwie udało nam się zapakować wszystkich do autokaru i zmusić do względnego posłuszeństwa. Porzuciwszy wszelkie nadzieje na ucieczkę, ruszyliśmy w stronę Pożarek. 

Gdy dojechaliśmy na miejsce, rozpakowaliśmy swoje plecaki, a ks. Rafał rozpalił ognisko. Nie zabrakło niczego: był badminton, piłka, która dziwnym trafem wpadła do ogniska, squap i kilka lotek, które również zakończyły swój żywot w ogniu. Pograliśmy w ziemniaka – gra była ostra, zacięta i myślę, że niektórym zostaną siniaki. Kilka osób może się też pożegnać z trójką z polskiego.
Szybko napełniliśmy brzuchy i wróciliśmy do gry.

Pod koniec pobytu w Pożarkach odwiedził nas niespodziewany, lecz przeuroczy mały gość – trzytygodniowy kotek, który szybko zdobył serca wszystkich obecnych. Przekazywana z rąk do rąk biała, puchata kulka okazała nam swoją bezgraniczną miłość mruczeniem, po czym zasnęła w ramionach właścicielki. 

Podsumowując rozważania, wycieczkę uważam za udaną. Szczególną radość sprawiło nam spotkanie z kociątkiem, ale ognisko też było niczego sobie. Do Kętrzyna wróciliśmy zmęczeni, przesiąknięci dymem i przybrudzeni popiołem, ale było warto. Serdecznie dziękujemy naszym opiekunom: pani Ani Wachnik i ks. Rafałowi Kocińskiemu.

Czy to prawda, że Brytyjczycy jedzą na śniadanie płatki z zimnym mlekiem? Czy figury woskowe w muzeum Madame Tussaud’s są tak realistyczne, że można je pomylić z żywym człowiekiem? Czy lewostronny ruch uliczny dotyczy również chodnika?

13.06.2018 niczym drużyna Sherlocka Holmesa wyruszyliśmy do Anglii wiedzieni tropem tajemnic,  które chcieliśmy odkryć. Nasza drużyna składała się z 46 uczniów klas: od drugiej Gimnazjum do trzeciej Liceum oraz trzech nauczycieli i przewodnika – naszych opiekunów. Zabraliśmy ze sobą niewiele na tę wyprawę: trochę ubrań na różną pogodę (przecież Anglia słynie ze zmiennej aury), parasolki, kontakty – przejściówki (te w Anglii są inne niż w Polsce), dobry humor i zapasy energii. Wszyscy chcieliśmy przeżyć przygodę!

Nasze dni były wypełnione atrakcjami od rana do wieczora. Gdy kończyliśmy zwiedzanie, trudno było uwierzyć, że tego dnia zobaczyliśmy tak dużo. Rozpoczęliśmy wędrówkę od Parku Greenwich, gdzie widzieliśmy ślad południka zero. Oczarowani przepychem wieżowców City, zastanawialiśmy się jakimi cyframi na kontach muszą obracać tamtejsi maklerzy. Gdy już zgłodnieliśmy, przewodnik, Pan Ryszard Wojdyło, zabrał nas na rybę i frytki – typowy angielski posiłek obiadowy. Czy był smaczny – kwestia gustu, pewnie wielu z nas wolałoby zjeść schabowego z ziemniakami. Ale chyba chcieliśmy się poczuć jak tubylcy na spacerze w tym przepastnym mieście. Przed nami było jeszcze dużo zwiedzania, spacer po słynnym Tower of London i rejs Tamizą. Strudzeni porządną dawką bogatej historii leniwie maszerowaliśmy w kierunku Buckingham Palace, by spocząć przy nim na trawie, pod dębami i poszukać w trawie wiewiórek. Przed nami była najbardziej emocjonująca część dnia: udanie się do rodzin angielskich, które miały nas gościć. 

A były to różne rodziny, tak jak tygiel, którym jest obecnie Anglia – aż kipi od mieszanek kultur, ras, języków. Ci z nas, którzy trafili do rodzin o azjatyckich korzeniach, byli zachwyceni dobrą kuchnią i serdecznością gospodarzy.

Kolejny dzień wypełnił naszą wyobraźnię rozmaitymi opowieściami o historii i geografii naszej planety. Natural History Museum zachwyca bogactwem swoich kolekcji: szkielet płetwala błękitnego zawieszony pod sklepieniem, przekrój pnia ponad tysiącletniej sekwoi czy doświadczenie trzęsienia ziemi – to tylko niektóre atrakcje tego magicznego miejsca. Eksponatów w muzeum jest tak dużo, że po paru godzinach zwiedzania potrzebowaliśmy dać odpocząć naszym umysłom i skierowaliśmy się do miejsca rozrywki: Madame Tussaud’s. Któż nie chciałby mieć zdjęcia z Bradem Pittem, Beatlesami czy Adele? Wszyscy chcieliśmy i biegaliśmy między figurami pozując do zdjęć, co sprawiało nam wielką radość.

Gdy już padaliśmy ze zmęczenia przyszedł czas odpocząć przy atrakcji z najwyższej półki. Wsiedliśmy do kapsuły koła London Eye. Trzeba przyznać, że Londyn z lotu ptaka zrobił na nas wrażenie. Na 135 metrach wysokości próbowaliśmy objąć wzrokiem horyzont. Szybko zrozumieliśmy, w jak wielkiej metropolii się znajdujemy.

Kolejne dni przyniosły nam trochę odpoczynku. Wędrowaliśmy ulicami kampusu studenckiego w Oxfordzie, gdzie mogliśmy potem zrobić zakupy w wielkiej galerii handlowej. Szczególnie atrakcyjne były towary na obniżkach, które niejednokrotnie nie przekraczały 10% pierwotnej ceny. Ciekawych informacji o tym, co warto zakupić i co przywieść do Polski udzielała nam Pani Ewa Tabaka, która już wcześniej mieszkała w Wielkiej Brytanii i doskonale orientowała się w atrakcjach regionu.

W malowniczym miasteczku Canterbury większość z nas zdecydowała się na niezwykłe doświadczenie duchowe – udział we mszy anglikańskiej prowadzonej przez arcybiskupa w Katedrze, wpisanej do księgi Światowego Dziedzictwa Unesco. Pan Tomasz Kolenda zachwycił się chórem kościelnym tego wspaniałego przybytku. Już obawialiśmy się, że muzyka tego rozśpiewanego na ulicach kraju spowoduje, że Pan Tomasz nie będzie chciał z nami wrócić, a jednak udało się przywieźć go z powrotem do Kętrzyna. Zwiedzanie zakończyliśmy spacerując po uroczych zakątkach tego miasteczka, po czym udaliśmy się na prom do Calais, we Francji. Z żalem żegnaliśmy białe klify Dover, w nadziei, że jeszcze kiedyś wrócimy do Albionu.

Mamy nadzieję, że za rok znów zwiedzimy nieodgadniony kawałek świata!

Nasza wycieczka wielkimi krokami zbliża się do końca. Aby jak najlepiej wykorzystać ostatni dzień wybraliśmy się w podróż z na Hel, gdzie spacerowaliśmy po porcie i molo, obkupieni pamiątkami, z pluszowymi fokami pod pachą odwiedziliśmy fokarium. Dokładnie o godzinie 14 kilka treserek zaczęło karmić zwierzęta, które w zamian wykonywały spektakularne sztuczki. Jednocześnie opiekun fok opowiadał o ich zwyczajach i o idei fokarium, będącą częścią naukowo-edukacyjnej placówki akademickiej, która wspomaga odtworzenie i ochronę fok szarych w rejonie południowego Bałtyku. Odwiedziliśmy też muzeum stacji morskiej z wystawą "Ssaki naszego morza". Drugą częścią naszej wyprawy był spacer na kraniec półwyspu Helskiego, gdzie mogliśmy odpocząć na gorącym piasku i  wraz z łabędziami moczyliśmy nogi w Bałtyku. Powrót meleksami na dworzec oszczędził nam kilku kilometrów pieszo, a w zamian dostarczając wielu wrażeń, którymi przepełnieni udaliśmy się do swojego pensjonatu, aby zebrać siły na ostatnie partyjki w bilarda, ping ponga i piłkarzyki- hit wieczornych zabaw naszej klasy. Jutro po śniadaniu pożegnanie z morzem ...popołudniu pociąg i powrót do domu ...a od poniedziałku wracamy do szkoły!!!

Bartek Hawryluk i Marta Jurgiełajtis