Szybki dostęp

 

Rekrutacja 2019/2020

 

Czy to prawda, że Brytyjczycy jedzą na śniadanie płatki z zimnym mlekiem? Czy figury woskowe w muzeum Madame Tussaud’s są tak realistyczne, że można je pomylić z żywym człowiekiem? Czy lewostronny ruch uliczny dotyczy również chodnika?

13.06.2018 niczym drużyna Sherlocka Holmesa wyruszyliśmy do Anglii wiedzieni tropem tajemnic,  które chcieliśmy odkryć. Nasza drużyna składała się z 46 uczniów klas: od drugiej Gimnazjum do trzeciej Liceum oraz trzech nauczycieli i przewodnika – naszych opiekunów. Zabraliśmy ze sobą niewiele na tę wyprawę: trochę ubrań na różną pogodę (przecież Anglia słynie ze zmiennej aury), parasolki, kontakty – przejściówki (te w Anglii są inne niż w Polsce), dobry humor i zapasy energii. Wszyscy chcieliśmy przeżyć przygodę!

Nasze dni były wypełnione atrakcjami od rana do wieczora. Gdy kończyliśmy zwiedzanie, trudno było uwierzyć, że tego dnia zobaczyliśmy tak dużo. Rozpoczęliśmy wędrówkę od Parku Greenwich, gdzie widzieliśmy ślad południka zero. Oczarowani przepychem wieżowców City, zastanawialiśmy się jakimi cyframi na kontach muszą obracać tamtejsi maklerzy. Gdy już zgłodnieliśmy, przewodnik, Pan Ryszard Wojdyło, zabrał nas na rybę i frytki – typowy angielski posiłek obiadowy. Czy był smaczny – kwestia gustu, pewnie wielu z nas wolałoby zjeść schabowego z ziemniakami. Ale chyba chcieliśmy się poczuć jak tubylcy na spacerze w tym przepastnym mieście. Przed nami było jeszcze dużo zwiedzania, spacer po słynnym Tower of London i rejs Tamizą. Strudzeni porządną dawką bogatej historii leniwie maszerowaliśmy w kierunku Buckingham Palace, by spocząć przy nim na trawie, pod dębami i poszukać w trawie wiewiórek. Przed nami była najbardziej emocjonująca część dnia: udanie się do rodzin angielskich, które miały nas gościć. 

A były to różne rodziny, tak jak tygiel, którym jest obecnie Anglia – aż kipi od mieszanek kultur, ras, języków. Ci z nas, którzy trafili do rodzin o azjatyckich korzeniach, byli zachwyceni dobrą kuchnią i serdecznością gospodarzy.

Kolejny dzień wypełnił naszą wyobraźnię rozmaitymi opowieściami o historii i geografii naszej planety. Natural History Museum zachwyca bogactwem swoich kolekcji: szkielet płetwala błękitnego zawieszony pod sklepieniem, przekrój pnia ponad tysiącletniej sekwoi czy doświadczenie trzęsienia ziemi – to tylko niektóre atrakcje tego magicznego miejsca. Eksponatów w muzeum jest tak dużo, że po paru godzinach zwiedzania potrzebowaliśmy dać odpocząć naszym umysłom i skierowaliśmy się do miejsca rozrywki: Madame Tussaud’s. Któż nie chciałby mieć zdjęcia z Bradem Pittem, Beatlesami czy Adele? Wszyscy chcieliśmy i biegaliśmy między figurami pozując do zdjęć, co sprawiało nam wielką radość.

Gdy już padaliśmy ze zmęczenia przyszedł czas odpocząć przy atrakcji z najwyższej półki. Wsiedliśmy do kapsuły koła London Eye. Trzeba przyznać, że Londyn z lotu ptaka zrobił na nas wrażenie. Na 135 metrach wysokości próbowaliśmy objąć wzrokiem horyzont. Szybko zrozumieliśmy, w jak wielkiej metropolii się znajdujemy.

Kolejne dni przyniosły nam trochę odpoczynku. Wędrowaliśmy ulicami kampusu studenckiego w Oxfordzie, gdzie mogliśmy potem zrobić zakupy w wielkiej galerii handlowej. Szczególnie atrakcyjne były towary na obniżkach, które niejednokrotnie nie przekraczały 10% pierwotnej ceny. Ciekawych informacji o tym, co warto zakupić i co przywieść do Polski udzielała nam Pani Ewa Tabaka, która już wcześniej mieszkała w Wielkiej Brytanii i doskonale orientowała się w atrakcjach regionu.

W malowniczym miasteczku Canterbury większość z nas zdecydowała się na niezwykłe doświadczenie duchowe – udział we mszy anglikańskiej prowadzonej przez arcybiskupa w Katedrze, wpisanej do księgi Światowego Dziedzictwa Unesco. Pan Tomasz Kolenda zachwycił się chórem kościelnym tego wspaniałego przybytku. Już obawialiśmy się, że muzyka tego rozśpiewanego na ulicach kraju spowoduje, że Pan Tomasz nie będzie chciał z nami wrócić, a jednak udało się przywieźć go z powrotem do Kętrzyna. Zwiedzanie zakończyliśmy spacerując po uroczych zakątkach tego miasteczka, po czym udaliśmy się na prom do Calais, we Francji. Z żalem żegnaliśmy białe klify Dover, w nadziei, że jeszcze kiedyś wrócimy do Albionu.

Mamy nadzieję, że za rok znów zwiedzimy nieodgadniony kawałek świata!

Nasza wycieczka wielkimi krokami zbliża się do końca. Aby jak najlepiej wykorzystać ostatni dzień wybraliśmy się w podróż z na Hel, gdzie spacerowaliśmy po porcie i molo, obkupieni pamiątkami, z pluszowymi fokami pod pachą odwiedziliśmy fokarium. Dokładnie o godzinie 14 kilka treserek zaczęło karmić zwierzęta, które w zamian wykonywały spektakularne sztuczki. Jednocześnie opiekun fok opowiadał o ich zwyczajach i o idei fokarium, będącą częścią naukowo-edukacyjnej placówki akademickiej, która wspomaga odtworzenie i ochronę fok szarych w rejonie południowego Bałtyku. Odwiedziliśmy też muzeum stacji morskiej z wystawą "Ssaki naszego morza". Drugą częścią naszej wyprawy był spacer na kraniec półwyspu Helskiego, gdzie mogliśmy odpocząć na gorącym piasku i  wraz z łabędziami moczyliśmy nogi w Bałtyku. Powrót meleksami na dworzec oszczędził nam kilku kilometrów pieszo, a w zamian dostarczając wielu wrażeń, którymi przepełnieni udaliśmy się do swojego pensjonatu, aby zebrać siły na ostatnie partyjki w bilarda, ping ponga i piłkarzyki- hit wieczornych zabaw naszej klasy. Jutro po śniadaniu pożegnanie z morzem ...popołudniu pociąg i powrót do domu ...a od poniedziałku wracamy do szkoły!!!

Bartek Hawryluk i Marta Jurgiełajtis

Środa minęła nam równie przyjemnie jak poprzedni dzionek. Pierwszym punktem dzisiejszego dnia były odwiedziny w muzeum motyli, gdzie mogliśmy podziwiać najciekawsze gatunki żyjące na wszystkich kontynentach. Z zainteresowaniem uczestniczyliśmy też w wystawie ukazującej rozmaite iluzje optyczne. Weszliśmy również na wieżę widokową, skąd podziwialiśmy piękną scenerie Władysławowa i zatoki Puckiej. Następnie w sercu Władysławowa  przeszliśmy Aleją Gwiazd Sportu, gdzie podziwiliśmy  mosiężne gwiazdy – upamiętniające sylwetki najwybitniejszych polskich sportowców. Oczywiście był też czas na na zakup pamiątek i lody. Aby dotrzeć do pensjonatu zostaliśmy poddani wyczerpującej misji pokonania długiego dystansu plażą. Mimo zmęczenia, jesteśmy bardzo zadowoleni z przebiegu dzisiejszego dnia i nie możemy doczekać się kolejnych atrakcji !!! A jutro wyprawa na Hel ....

Ula Lipka

 

Formalnie kończy się pierwszy dzień naszej wycieczki, która zapowiada się lepiej niż wspaniale. Zachwyceni przestronnymi pokojami z pięknymi  balkonami z  widokiem na cale miasteczko oraz potrawami rodem z kuchni Gordona Ramseya udaliśmy się na plaże. Pokonawszy gąszcz chaszczy i ciemne tunele (wąwóz Chłapowski) ujrzeliśmy morze piasku i drugie, wody. Jedni z nas zdecydowali się na przelanie miedzy palcami tylko piasku, drudzy wody, a niektórzy skromnie, wcale nie pokazali swoich stóp. Spacer nad brzegiem morza, wspinaczka na wysokie klify i opalanie się w zachodzącym słońcu zostawiłyby nas w cudownym humorze, gdyby nie ostry rygor jaki trzymają opiekunowie, którzy ściśle pilnują ciszy nocnej i co 10 minut sprawdzają czy każdy, umyty i w piżamie leży w łóżku.

Pozdrowienia ze słonecznego Chłapowa, Marta Jurgielajtis