Szybki dostęp

 

 

"Miłość w czasie apokalipsy" - tak reklamują "Miasto 44" media. Jednak po obejrzeniu tego filmu i otrząśnięciu się z początkowego szoku zadajemy sobie pytanie: gdzie ta miłość? Prawdę mówiąc mamy wrażenie, że w filmie jest jej mniej niż mięsa w parówkach.

Można odnieść wrażenie, że producenci filmu postanowili przede wszystkim wzbudzić w młodym widzu silne, negatywne emocje bazujące na obrzydzeniu i strachu, zamiast przekazać mu jakieś wartości. Sceny są naprawdę drastyczne, a fabuła wydaje się tylko pretekstem do epatowania masakrą. Mamy wrażenie, że film zamiast oddać należyty hołd ofiarom powstania, miał przynieść jedynie korzyści finansowe.

"Miasto 44" pod wieloma względami jest tandetne. Postacie są mdłe i choć reżyser starał się pokazać nam rozwój głównego bohatera na tle wydarzeń, to nie możemy oprzeć się wrażeniu, że Stefan ciągle uciekał od walki i bez celu obijał się na planie.

Kolejną wadą jest rating, który nawet pod oznaczeniem +15 wydaje się i tak zaniżony, a co dopiero, gdy jest to +12, jak w niektórych kinach. U wrażliwych widzów niektóre sceny na pewno wywoływały silne poruszenie. Chciałoby się pokusić o stwierdzenie, że zamiast "Miłość w czasie apokalipsy", na plakatach powinien widnieć napis "Piła: edycja wojenna".

enkavoovoo