Siedzimy w domu. A przecież człowiek to istota społeczna. Co nam dają interakcje społeczne?

  • jesteśmy zauważeni,
  • nie jesteśmy sami,
  • wspólnie przeżywamy różne doświadczenia,
  • humor sytuacyjny,
  • możemy przewodzić działaniom jakiejś grupy społecznej (rola lidera),
  • możemy podporządkować się pod propozycje lidera (osoby, które nie lubią przejmować inicjatywy),
  • krzyżowanie się różnych punktów widzenia prowadzi do innowacyjności i kreatywności,
  • dostajemy pomoc, kiedy jest potrzebna,
  • dzielimy postawy i idee w formie aktywnej bądź pasywnej,
  • poczucie bycia częścią większej całości,
  • akceptacja.

Czy coś tracimy przez izolację społeczną?

To zależy, jak to rozegramy. Można zastąpić spotkania bezpośrednie komunikacją online. Jeśli jesteśmy w stałym kontakcie z rówieśnikami – na grupach, w rozmowach telefonicznych, na forach – wówczas nie jesteście sami. Możecie wspólnie przeżywać różne sytuacje. Dzielić się absurdami życia domowego, szkolnego. Wymieniać komentarze dotyczące idei, poglądów, opinii. 

Minusem takiej komunikacji, np. na grupie, jest konformizm – kiedy silna jednostka wyrazi opinię, osoby o niższej pozycji w grupie nie chcą często wyrażać opinii przeciwnych. Gdy jedna osoba powie, że nie chce brać w czymś udziału – reszta często podąży jej śladem. To naturalne. Jednak mając świadomość mechanizmów grupowych, możecie trochę pomieszać w zasadach psychologii społecznej. Kiedy wyrażacie swoją opinię, zostawcie w niej miejsce na odmienne opinie innych. Przykładowo zamiast pisać “To jest głupie i nie ma sensu tego robić” napiszcie “Ja nie mam ochoty na coś takiego, ale jeśli wy chcecie, to ok. Nie musicie się mną sugerować”. Jeśli reszta faktycznie podziela Waszą opinię, to pewnie też zachowa się jak Wy. Gdy jednak mają przeciwne odczucia – mogą wtedy spokojnie postąpić inaczej albo wyrazić inny pogląd.

Popularny dzisiaj home office najczęściej jest znaną praktyką organizacji i korporacji, które w wirtualnych zespołach widzą szansę na większą efektywność i różnorodność wyników pracy. Jednak to w związku z rozprzestrzenianiem się „zarazy” praca/nauka zdalna stała się standardem i codziennością dla wielu z nas. Co zrobić, żeby ułatwić sobie organizację tego czasu?

Pierwsze zetknięcie z pracą/nauką zdalną może być szokiem pozytywnym. Nagle się okazuje, że mamy dwie godziny więcej dnia, bo nie trzeba nigdzie dojeżdżać, przechodzić ani tracić czasu na "ogarnięcie się" rano. Nie trzeba "wyglądać", bo w kamerce laptopa podczas wirtualnych lekcji widać nas tylko zazwyczaj od klatki piersiowej w górę, albo i samą twarz. I to niezbyt dokładnie. Nie mamy dylematów, jakie buty i spodnie/spódnicę włożyć, bo nie oszukujmy się, i tak pewnie wiele osób preferuje w domu uniwersalny ubiór w postaci starej, rozciągniętej bluzy/swetra i dresowych spodni :)

Teoretycznie mamy więcej czasu, więcej swobody i mniej stresu. Nie boimy się, że ucieknie nam autobus/busik, albo że zaśpimy na lekcje i nauczyciel zmyje nam głowę przy kolegach/koleżankach z klasy. To zaś powoduje, że bardzo łatwo jest rozluźnić podejście do nauki i tym samym odwlekać wykonanie zadania. Dlatego należy jak ognia wystrzegać się pułapki, którą jest luz i poczucie dużej ilości czasu na wykonanie swojej pracy. To sprawia, że odsuwamy zadania, rozwlekamy je w czasie, bo przecież mam dodatkową godzinę czy dwie. Nagle robi się 20.00, a my nawet nie zbliżamy się do końca.

Rada na to jest jedna: przed rozpoczęciem nauki zdalnej warto jest określić, jakie mamy potrzeby odnośnie do czasu pracy, jedzenia, przerw i przestrzeni, a następnie sporządzić odpowiedni plan. To ta prostsza część, bo zdecydowanie trudniejsza jest egzekucja planu - ta bowiem wymaga dyscypliny. A nic tak nie rozleniwia, jak świadomość, że w każdej chwili można udać się na drzemkę do własnego łóżka i nikt nie zauważy.

Przygotowałam dla Was kilka wskazówek, jak się skupić, pracując/ucząc się w domu. Tym razem w wersji graficznej – do pobrania, wydrukowania i powieszenia w widocznym miejscu – jeśli ktoś ma takie życzenie:)

Pozdrawiam - Monika Darmofał-Karanowska

 

/pobierz ulotkę/

Zagrożenie epidemiologiczne w kraju i wprowadzone środki prewencyjne to sytuacja kryzysowa. Pojawiający się w związku z tym lęk i obawy są całkowicie normalne. Dodatkowo, kiedy w grę wchodzi zagrożenie życia bądź zdrowia, lęk może eskalować i przybierać formy ataków paniki.

Boję się, ale nie wiem czego.

Najpierw pojawia się lęk – irracjonalny, niespecyficzny lęk. Strach odczuwamy, kiedy za chwilę ma skoczyć na nas tygrys, lęk, kiedy po prostu boimy się, ale jeszcze nie potrafimy sprecyzować czego. W głowie mamy natłok myśli, zazwyczaj negatywnych. Pojawia się obawa o własne życie, bo pozostałe objawy mogą nas nieźle nastraszyć.

Zaczyna być nam gorąco i zaczynamy się pocić. Ponieważ pojawia się uczucie gorąca, ciało zaczyna się schładzać potem. Problem w tym, że to nie jest uczucie gorąca, tylko pobudzone receptory na skórze, które dają wrażenie nieprzyjemnego, gorącego mrowienia zazwyczaj w okolicach kończyn lub barku czy karku.

Pojawiają się problemy z oddychaniem. Najpierw oddech się spłyca. To znaczy, że wykonujemy krótkie, szybkie oddechy. Wydychamy więc zdecydowanie szybciej dwutlenek węgla niż zdąży się on rozejść dookoła nas. A dwutlenek węgla przy ataku paniki to już równia pochyła, bo wraz z nim pojawią się niemal na pewno: mdłości, biegunka, mroczki przed oczami, przyspieszone tętno, dreszcze, uczucie zimna, ból w klatce piersiowej, zawroty głowy, chęć ucieczki.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie jestem typem sportowca. Powiem więcej: nie ćwiczyłam od czasów ukończenia studiów, a to było… n-lat temu. :) I w najgorszych snach nie przypuszczałam, że zatęsknię za ruchem i aktywnością fizyczną.

O zaletach ćwiczeń i ich wpływie na zdrowie na pewno nie raz opowiadali Wam nauczyciele wychowania fizycznego. Ale czy wiedzieliście, że aktywność fizyczna jest podstawą zdrowia psychicznego? Nie tylko wydzielają się endorfiny, ale też poprawia się przewodnictwo między komórkami nerwowymi – myślimy bardziej, nastrój wraca do normy, poprawia nam się efektywność pracy. Nie mówiąc już o świeżym powietrzu, które potrzebne jest i Wam i Waszym domom.

Pewnie zastanawiacie się: „Jak mam uprawiać aktywnie sport, kiedy każą nam siedzieć w domu?”. Niezupełnie. Nie trzeba siedzieć w mieszkaniu/domu cały czas. Można pójść na spacer. Osobiście zachęcam Was do tych spacerów w pojedynkę. Licznik kroków w telefonie i w drogę. Wyróbcie dziennie 6000 – 8500 kroków – to norma dla zdrowej osoby. Standardowa aktywność w domu – krzątanie się przy sprawach porządkowych, w kuchni, przechodzenie z miejsca na miejsce da Wam ok. 1000 – 2000 kroków. Sprawdziłam. Pozostałe to godzinka spaceru. Można pójść do lasu, do parku nawet. Pilnujcie odległości 1,5 – 2 metry od innych spacerowiczów. Wybierajcie ścieżki, gdzie nikogo nie ma.

LOCKDOWN – jak nie oszaleć z rodziną podczas #zostańwdomu?

Rodzice robią home office, Wy macie swoje webinary, Zoomy i inne zajęcia online, masę rzeczy do zrobienia i seriale do obejrzenia. A do tego jeszcze trzeba zdobyć dżem na śniadanie i przedrzeć się jakoś przez przedpokój zawalony zapasami na czas wirusowej apokalipsy. I wtedy, właśnie wtedy, rodzice czy rodzeństwo mówią coś takiego, co sprawia, że macie ochotę rozwalić wszystko dookoła?

Wieści z drugiej strony barykady – też próbuję pracować z domu i jako rodzic wiem, że łatwo nie jest. Czytam rekomendacje ministerstwa i próbuję się nie zagotować. Dziennik elektroniczny nie działa, a jak już uda mi się do niego zalogować, to mam 32 wiadomości od nauczycieli mojej córki, na poczcie maile służbowe i prywatne, a do tego za żadne skarby nie mogę sobie przypomnieć, kiedy równanie jest sprzeczne (poziom klasy VII szkoły podstawowej). Sypialnię mąż zamienił na biuro (też ma home office), a dzieci sąsiadów z góry z nudów jeżdżą po parkiecie na hulajnodze.

Łatwo nie jest. Wam nie jest łatwo, rodzicom nie jest łatwo i robi się nagle atomowa atmosfera.