Prawdę mówiąc, nie wiem dlaczego. Zastanawiam się nad tym bardzo często. Czy to takie społeczne uwarunkowanie, że wybuchowość jest zła i emocje świadczą o słabości? Mhm…

Świat aka rodzice: trzeba być spokojnym, opanowanym, zrównoważonym. Napady złości, wybuchy wściekłości są niedojrzałe. Kontroluj się.

Coache i szarlataneria psychologii: kontroluj swoje emocje, zostań mistrzem kontroli emocji, naucz się panować nad emocjami, kurs kontroli emocji.

Młodzież: nie potrafię tego kontrolować. Jak niby mam to zrobić? Tak czuję. Czemu niby mam być słabszy dlatego, że jestem wściekły? Co za bezsens. Nie mam prawa do swoich emocji? A może wszyscy dookoła kontrolują tylko ja nie? Jestem beznadziejna/beznadziejny, skoro nie potrafię. Inni na pewno tak nie mają. Zepchnę to głęboko, nie będę o tym myśleć. Lepiej jest nic nie czuć chyba. CO ZA BEZSENS, CO JA MAM ROBIĆ?

Psycholog: każda emocja bierze się z czegoś. To nasza reakcja na świat. Emocje są bardzo ważne. To forma komunikacji. Kiedy jesteśmy szczęśliwi, radośni to znaczy, że wydarzyło się coś ważnego, fajnego. Kiedy jesteśmy smutni to znaczy, że wydarzyło się coś niefajnego. Kiedy jesteśmy wściekli to znaczy, że coś bardzo, ale to bardzo nas złości. I tak dalej.

Czy trzeba kontrolować swoje emocje? Trzeba je rozumieć. Jeśli rozumiesz swoje emocje i odpowiadasz na potrzeby, z których emocje się biorą – wówczas emocje nie będą eskalować do takich rozmiarów, by trzeba było je hamować. Do pewnego stopnia możesz kontrolować swoje emocje. Obejrzyj Ted Talk Lisy Feldman Barret (You aren’t at the mercy of your emotions) o tym, że emocje (czy interpretacja emocji) to nasze założenia – my nadajemy znaczenie temu, co czujemy. Z drugiej jednak strony emocje są pierwotnymi mechanizmami ochrony organizmu i zostały w nas wdrukowane, mają spełniać konkretne funkcje – a przynajmniej miały kilka ładnych tysięcy lat temu. Anders Hansen w książce Wyloguj swój mózg pisze, że nasze otoczenie zmieniło się gwałtownie w ostatnich 200 latach. A co za tym idzie zmieniło się postrzeganie emocji i wymagania społeczne z tym związane. To nie nasza wina, że jesteśmy smutni czy przygnębieni. Mózg został zaprogramowany na te emocje w świecie, który był zupełnie inny niż nasz. To po prostu pewien mechanizm i pojawianie się tych emocji nie świadczy, że jesteśmy słabsi.

Podsumowując: emocje są pierwotne, służą komunikowaniu, warto je rozumieć i nazywać, warto zastanowić się, skąd się biorą i o czym świadczą, im lepiej je rozumiemy, tym mniej trzeba je hamować, miałoby więcej sensu, gdyby dorośli/rodzice mówili nam, jak mamy tonować swoje emocje, a nie tylko, że mamy to zrobić, pytajcie rodziców: “Jak mam to zrobić?”, nie możemy kontrolować tego, że emocje się pojawiają, możemy nadawać znaczenie emocjom, które już są.

 Monika Darmofał-Karanowska