Irytacja i złość

Z czego się bierze? Z braku samostanowienia i braku wpływu. Kiedy spędzacie pół dnia w szkole, sami podejmujecie swoje decyzje, jesteście niezależni. Z konsekwencjami własnego lenistwa albo „olewania” szkoły mierzycie się sami, a rodzicom tłumaczycie się raz na jakiś czas. Będąc poza wzrokiem rodziców, macie kontrolę, macie poczucie wpływu, sami o sobie stanowicie. Nie uczycie się przed sprawdzianem na korytarzu – wasza sprawa. Po intensywnej lekcji i 45 minutach skupienia musicie odreagować na przerwie – fair enough – nikt nie pyta. A w domu? W domu wszystkie działania są komentowane. Rodzicom włącza się mode “odpowiedzialność i edukacja” i zaganiają Was do nauki nawet wtedy, kiedy wychodzicie z pokoju po sesji matematyki on-line. Irytacja rośnie – to zrozumiałe.

No i nie ma przerw. Bo kiedy uczycie się intensywnie przez godzinę, a później przez drugą godzinę robicie swoje rzeczy, żeby mózg odpoczął – to już marnujecie czas.

 

Co z tym zrobić?

Pogadać z rodzicami na spokojnie. Wyjaśnić im, że w szkole też nie uczycie się cały czas, że mózg potrzebuje przerw. Pokażcie im, że jesteście odpowiedzialni, pochwalcie się postępami i wytyczcie jasno granice. Szkoła w domu to też trud i wysiłek. Potrzebujecie pewnych warunków – nie macie ich. Wynegocjujcie kompromis. Ale nie zostawiajcie tych pretensji niewypowiedzianych, bo napuchną i zajmą całą przestrzeń w domu. Szkoda jej. Nagle wszyscy robimy na open space i trzeba to jakoś wspólnie ogarnąć.

Zakomunikujcie rodzicom, że potrzebujecie z nimi porozmawiać. Ustalcie, że będzie się to działo np. przy wieczornej kolacji albo o konkretnej godzinie. Niech zaplanują sobie czas na rozmowę z Wami i zorganizują to tak, żeby nie przeszkadzała w tym praca albo obowiązki domowe.

 

Powiedzcie o czym chcecie rozmawiać: o tym jak zorganizować Waszą naukę i ich pracę tak, by wszystkim było łatwiej.

No i na koniec, kiedy już siądziecie do rozmowy powiedzcie, czego Wy potrzebujecie, by atmosfera w domu była lepsza a emocje mniejsze. I najważniejsze: zapytajcie, czego potrzebują rodzice, by im było łatwiej. Od razu mówię: nie uda się wynegocjować wszystkiego. Powiedzcie rodzicom, że nie chcecie tylko wymagać od nich. Dajcie im też coś od siebie. Spełnijcie część ich próśb, a oni z pewnością spełnią część waszych. I niech to wybrzmi: “Ok, skoro potrzebujesz czasu od 10 do 12 w ciszy, to nie będę wtedy puszczać muzyki, będę o tym pamiętać. A Ty, mamo, pozwolisz mi na przerwy w nauce bez komentowania tego” albo “Chętnie wezmę na siebie część domowych obowiązków, będę robić to i to, żebyś mógł, tato, skupić się na swojej pracy. Ale ja też potrzebuję Waszej pomocy – czy mógłbyś w związku z tym bardziej mi ufać, że wykorzystuję ten czas na naukę, a nie tylko na koronaferie?” – nie wiem czy w ten sposób rozmawiacie, improwizuję. Nie wiem też, czy Wasi rodzice pójdą w ten model. Ale nałóżcie proszę na to Wasz punkt widzenia, zmodyfikujcie moje propozycje tak, by można było sprawdzić, czy zadziałają u Was.

Na koniec przypominam: możecie do mnie pisać. Część z Was to robi, a ja staram się jak mogę. Jestem po to, by Was wysłuchać. Kiedy macie dość, jesteście wkurzeni, nie potraficie zebrać się do galopu, albo zwyczajnie Wam się nie chce. Kiedy wkurzacie się, że plany wakacyjne wezmą w łeb, albo kiedy nie radzicie sobie z napiętą atmosferą. Kiedy boicie się pandemii albo kiedy czujecie się samotni.

 

Pozdrawiam wszystkich – zapracowanych nauczycieli i zarobionych uczniów!

Monika Darmofał-Karanowska