Za nami Tydzień Edukacji Globalnej, który zrealizowaliśmy pomimo pandemii. Okazało się, że praca on-line ma też swoje zalety:)) i dzięki temu mogliśmy się spotkać z ludźmi z różnych stron Polski.

W minionym tygodniu rozmawialiśmy duuuużo o klimacie i sporo się działo:

👉 Na naszym szkolnym profilu Facebookowym zamieszczaliśmy posty o tym, jak nasze codzienne wybory wpływają na przyszłość świata

👉Wzięliśmy udział w warsztatach na temat zrównoważonego rozwoju i próbowaliśmy zrozumieć, co łączy kraje Afryki Subsaharyjskiej z Polską,

👉na lekcjach his-u maturzyści zagłębiali się w procesy globalizacji i przygotowywali plakaty dotyczące międzynarodowej kultury i handlu,

👉Ala (Ic) i Patrycja (IIIc) – razem z zespołami ze 100 szkół w Polsce - wzięły udział w Wirtualnym Festiwalu Edukacji Globalnej. Przez tydzień dziewczyny rozwiązywały interaktywne zadania dot. nierówności społecznych, migracji, zmian klimatu i ochrony środowiska. Wiedzieliście, że słuchając muzyki on-line bardzo znacząco przyczyniamy się do wzrostu globalnego ocieplenia?

👉No i nasza wisienka na torcie: w czwartek (19.11.2020r.) mogliśmy na żywo posłuchać Marcina Popkiewicza, polskiego fizyka i klimatologa, który w przystępny sposób opowiadał nam o tym, o co z tym globalnym ociepleniem chodzi. Próbowaliśmy się też dowiedzieć, czy są jakiekolwiek szanse na to, by wróciły piękne zimy, z mrozem i prószącym śniegiem…

Pamiętacie brak wody w Skierniewicach w zeszłym roku? To jedna z konsekwencji długotrwałych susz i pustynnienia Polski. Niestety może być znacznie gorzej... Dlatego zacznijmy działać już dzisiaj.

 

Wszystkich zainteresowanych odsyłamy do poniższych linków:

 

Wystąpienie Marcina Popkiewicza dla Młodzieżowego Strajku Klimatycznego:

   

 

„[...] nie można spać, nie da się jasno myśleć […] znikają pragnienia i uczucia, nawet najbardziej podstawowe, oprócz tych związanych z jedzeniem. Mężczyźni zapominają o rodzinach, popadają w apatię i depresję. Tylko kobiety próbują troszczyć się o dzieci. To stan na pograniczu tępego szaleństwa. Ludzie są przytomni, choć nieprzytomni, czują, choć nic nie czują. Przestają zwracać uwagę na chwiejące się zęby i dziąsła krwawiące od byle dotyku. Przywykli do opuchniętych stóp i nóg. […] ogólne osłabienie, depresja, brak łaknienia, wychudzenie, obrzęki, u dorosłych zanik tkanek mięśniowej i tłuszczowej podskórnej. Jelita powoli trawią same siebie; to również boli, lecz kiedy boli już któryś miesiąc, rok z rzędu, widać tak musi być. Podobno można pogodzić się nawet z nagłymi, długotrwałymi skurczami żołądka, kiedy przełyka się ślinę gęstą jak flegma”

(Paweł Smoleński, „Królowe Mogadiszu”, Wołowiec 2018, s. 11)

 

Aż trudno uwierzyć, że we współczesnym świecie miliony ludzi, w tym dzieci, już cierpią z powodu katastrofalnych skutków ekstremalnych kataklizmów zaostrzonych przez zmiany klimatyczne - od długotrwałej suszy w Afryce Subsaharyjskiej po niszczycielskie burze tropikalne przetaczające się przez Azję Południowo-Wschodnią, Afrykę Południową, Karaiby i Pacyfik.

Negatywne skutki zmian klimatu sprawią, że miliony ludzi nie będą w stanie się wyżywić, a wiele osób straci też swoje domy. O tym mogła przekonać się grupa uczennic i uczniów uczestniczących w wirtualnych warsztatach pozalekcyjnych dot. jednego z największych wyzwań współczesnego świata - klęski głodu.

Uczestnicząc w tych zajęciach młodzi ludzie mogli przekonać się, jak globalne ocieplenie negatywnie oddziaływa nie tylko na środowisko naturalne, ale także na życie każdej i każdego z nas. Ma ono szkodliwy wpływ na prawo do życia, zdrowia, żywności, wody, mieszkania i nie tylko.

Zmiany klimatu zwiększają i potęgują istniejące nierówności społeczne, a ich skutki będą z czasem rosnąć i pogarszać sytuację, rujnując przyszłość obecnych i kolejnych pokoleń.

 

Reklamówki, woreczki, opakowania, tacki, kubeczki po jogurtach, pudełeczka z gotowymi daniami, torebki z chipsami… Nie trzeba zbyt wiele czasu i uwagi, by zorientować się, że jesteśmy dosłownie otoczeni przez plastik. Ogromna produkcja giganta branży spożywczej, Coca – Coli, sprawia, że rocznie tylko ta jedna firma wprowadza na rynek 120 miliardów butelek.

Plastikowe odpady przenikają do ziemi, zatruwając ją toksynami. Trafiają też do wód. W morzach i oceanach każdego roku przybywa ich aż 8 milionów ton. Zwierzęta mylą drobne cząsteczki plastiku z pokarmem, co przyczynia się do ich chorób i śmierci. Szacuje się, że m.in. właśnie z powodu plastiku wyginęło już 95% żółwi morskich.

Do zaśmiecania planety rękę przykładają wszystkie kraje. Także Polacy, którzy być może nie kochają aż tak bardzo butelek plastikowych jak Brytyjczycy, ale foliowe torebki już tak. Dlatego w ciągu roku średnio zużywają ich aż 400 sztuk. A każda z nich potrzebuje na rozłożenie się setek lat.

Niestety recykling nie załatwia problemu. Obecnie aż 90,5% produkowanego na świecie plastiku nie podlega recyklingowi. Dzieje się tak m.in. dlatego, że dla firm zajmujących się recyklingiem odpadów nie każdy plastik opłaca się przetworzyć. Większość jest palona, np. wszelkie tacki na owoce i warzywa, czy kolorowe pojemniki (jak np. czerwone tubki po ketchupie). A ten, który się opłaca i tak nie może przechodzić procesu w nieskończoność, a jedynie kilka razy, ponieważ po każdym cyklu swojego użycia traci na wartości.

Plastik to nie tylko widoczne w sklepach butelki czy tacki, ale też maleńkie, nie większe niż 5mm cząstki, czyli mikroplastik, który wbrew swojej nazwie stanowi makrozagrożenie. Mikroplastik to surowiec, który może służyć do produkcji większych elementów, ale jest też składnikiem gotowych produktów, np. ubrań i kosmetyków. Ten rodzaj plastiku często kupujemy nieświadomie. Stosując peeling zwykle nawet nie przejdzie Ci przez myśl, że wraz z jego spłukaniem do kanalizacji trafią zanieczyszczenia, które mogą być zabójcze dla zwierząt morskich. Problem polega jednak na tym, że drobinki te są tak niewielkie, że większość oczyszczalni ścieków nie radzi sobie z nimi. W efekcie około 30% dostaje się do morza. Do polskiego Bałtyku trafia ok. 40 ton mikroplastiku rocznie.

Plastik jest już stopniowo eliminowany odgórnie, dlatego już teraz warto przyzwyczajać się do życia bez niego. Zwłaszcza, że oferta ekologicznych zastępników, które pojawiają się na rynku, powiększa się. Od coraz modniejszych produktów zero waste, po tak nowoczesne alternatywy dla tradycyjnego plastiku jak bioplastik, czyli biodegradowalne tworzywo pochodzenia naturalnego, zwykle wytwarzane z kukurydzy lub trzciny cukrowej. Krótko mówiąc: bez plastiku też damy radę! Zatem? Do dzieła! Już dziś pracujemy nad zmianą nawyków.

 

ONZ i naukowcy z Uniwersytetu w Oxfordzie wskazują dietę roślinną jako sposób na powstrzymanie szybko postępujących zmian klimatycznych. Wyeliminowanie produktów odzwierzęcych z diety może zmniejszyć ślad węglowy każdego z nas nawet o 73%!

Badacze z Uniwersytetu w Oxfordzie przeanalizowali dane z 400 tysięcy ferm wielkopowierzchniowych ze 119 krajów. Wskazali, że znaczne ograniczenie i eliminacja produktów odzwierzęcych w diecie każdego z nas spowodowałaby uwolnienie i możliwość regeneracji dla ok. 75% powierzchni gruntów, które w tym momencie są wykorzystywane pod hodowlę zwierząt. To powierzchnia równa Stanom Zjednoczonym, Chinom, Australii i krajom Unii Europejskiej razem wziętych.

Zdrowe diety roślinne zmniejszają globalny popyt na mięso i związaną z jego produkcją emisję gazów cieplarnianych. Co ma produkcja mięsa i nabiału do ocieplenia klimatu? Otóż wielkopowierzchniowe fermy przemysłowe, na których przetrzymywane są zwierzęta hodowane pod produkcję mięsa, emitują znaczne ilości gazów cieplarnianych przyczyniających się do tworzenia efektu cieplarnianego. Nie tylko dwutlenek węgla, ale też podtlenek azotu oraz metan unoszą się z odchodów krów, świń i brojlerów żyjących w ścisku, często w skrajnie złych warunkach higienicznych.

W 2006 roku autorzy Raportu ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa wyliczyli, że aż 18% dwutlenku węgla emitowanego przez ludzkość pochodzi właśnie z produkcji mięsa. Badacze z Uniwersytetu w Oxfordzie wskazali natomiast, że produkcja mięsa i mleka odpowiada za 60% emisji gazów cieplarnianych w rolnictwie, podczas gdy same produkty zapewniają zaledwie 18% kalorii i 37% zapotrzebowania ludzi na białko na całym świecie.

Dieta wege jest nie tylko zdrowsza, ale przede wszystkim bardziej przyjazna dla planety. Dla przykładu: wyprodukowanie 1 kg wołowiny wymaga 40 tys. litrów wody i stanowi ekwiwalent ponad 36kg CO2 wyemitowanego do atmosfery. To tyle samo, co 2 godziny nieprzerwanego jeżdżenia samochodem.

Na zdjęciu Patrycja, maturzystka, jedna z uczestniczek projektu "UWAGA KLIMAT" - i jej propozycja na to, co każdy z nas może zrobić, by zapobiec katastrofie klimatycznej

Czy wiecie, że w czasie, który zabierze Wam trzykrotne klaśnięcie w dłonie, trzy ciężarówki pełne ubrań wylądują na wysypisku śmieci? Wciąż wydaje nam się, że potrzebujemy więcej i więcej ubrań, ale prawda jest taka, że już teraz większość z nas ma wszystkiego za dużo. A konsekwencje tego znacznie wykraczają poza problem braku miejsca w szafie.

Istnieje wiele sposobów na to, by nasze zakupy były odpowiedzialne. Możemy kupować rzeczy trwałe, uniwersalne, przyjazne środowisku, z certyfikatami. Możemy też, zamiast kupować tony bardzo słabej jakości ciuchów, które raczej prędzej niż później lądują wśród innych odpadów, postawić na odzież vintage.

Moment, w którym ciuch trafia na wysypisko śmieci, wcale nie kończy jego życia. Owszem, znika on z naszego pola widzenia, ale nie z powierzchni ziemi. Jeśli powstał z włókien organicznych, będzie się rozkładał, uwalniając metan. Jeśli powstał z włókien syntetycznych, jego rozłożenia nie dożyjemy ani my, ani nasze dzieci, ani nawet wnuki. Mówimy bowiem osetkach lat, w których szkodliwe substancje przenikają do ziemi. Ich część trafia też do wód. A to niestety nadal wyłącznie część problemu.

Zanim dana rzecz trafi do nas i zakończy swoje życie na śmietniku, musi jeszcze zostać wyprodukowana. Tymczasem już powstanie jednej pary dżinsów oznacza zużycie około 16 tys. litrów wody. A przecież zasoby naturalne wcale nie są nieograniczone. Do tego wszystkiego dochodzą także szkodliwe substancje. W przypadku wspomnianych spodni to nawet 10 kilogramów chemikaliów. Ważna jest jeszcze emisja dwutlenku węgla. Przemysł tekstylno-odzieżowy produkuje rocznie ok. 1,2 miliarda ton CO2, więcej niż wszystkie samoloty i żegluga morska!

To wszystko sprawia, że zmianom ulega także klimat. Ekolodzy od lat ostrzegają przed katastrofą, która zdaje się być nieunikniona. Nie ma planety B, musimy więc zacząć działać. I zamiast wyrzucać ciuchy, spróbować je odnowić – nadać im „drugie życie” – tak jak uczniowie klas I-ych na lekcjach plastyki pod czujnym okiem p. Małgorzaty Fiedorowicz. Zobaczcie sami, a to tylko kilka wybranych modeli :)

Monika Darmofał-Karanowska