Szybki dostęp

 

 

Sobota powitała nas przepiękną pogodą. Polnymi drogami przez Jurki i Wajsznory dotarliśmy w okolice lotniska. Starą, dębową aleją prowadzącą do portu od strony Wajsznor, wśród cudownych, jesiennych krajobrazów doszliśmy do Wilamowa. Na miejscu poznaliśmy ciekawą historię tego miejsca. Budowa pasów startowych, wieży oraz hangarów rozpoczęła się w roku 1935. W ciągu kilku miesięcy powstało lotnisko, które mogło przyjmować samoloty pasażerskie i transportowe. Dynamiczny rozwój portu lotniczego zaczął się jednak w czasie drugiej wojny światowej. Decyzja o umiejscowieniu w pobliskim lesie kwatery Adolfa Hitlera spowodowała, że w 1941r. zaczęto przedłużać pas startowy i rozbudowywać zaplecze portu, aby przyjmować duże samoloty Luftwaffe. Od tego roku wielokrotnie w Wilamowie pojawiał się wódz Trzeciej Rzeszy i jego goście. W lutym 1942r. podczas startu rozbił się na podkętrzyńskim lotnisku samolot z Fritzem Todtem, hitlerowskim ministrem przemysłu zbrojeniowego. Jednak najważniejszym dniem w drugowojennej historii aerodromu był 20 lipca 1944r. Wtedy to na lotnisku wylądował samolot, na pokładzie którego był Claus von Stauffenberg. Niemiecki oficer przyleciał z Berlina w celu przeprowadzenia zamachu na Hitlera. Po wojnie Wilamowo było wykorzystywane jako miejsce szkoleń przyszłych pilotów oraz centrum Ośrodka Doświadczalnego Instytutu Lotniczego „Agrolot”. Od 1998r. lotnisko jest w rękach prywatnych i służy szkoleniom oraz organizacji imprez propagujących lotnictwo w kraju.

Dzięki życzliwości pracowników lotniska udało nam się zajrzeć w jego niedostępne miejsca. Odwiedziliśmy wieżę kontrolną, byliśmy również w hangarze, by przyjrzeć się stojącym tam samolotom. Przyglądaliśmy się również odbywającym się lotom małych samolotów sportowych oraz trwającemu akurat kursowi obsługi dronów.

Żegnając lotnisko udaliśmy się starą, leśną drogą w kierunku Gierłoży. To właśnie tędy jechał Stauffenberg do siedziby Hitlera w dniu zamachu. Po krótkim odpoczynku przy Księżycowym Dworku, przez Czerniki i Karolewo wróciliśmy do Kętrzyna. W sumie pokonaliśmy ponad 20 km i mimo zmęczenia mogliśmy powiedzieć - „warto było”. Zachęcamy was do wspólnych wędrówek. Do zobaczenia na szlaku.